~" W życiu bowiem istnieją rzeczy, o które warto walczyć do samego końca. "~ Paulo Coelho
~*~
Miasto zakwitających kwiatów, Crocus. Stolica królestwa
Fiore, a jednocześnie miejsce, gdzie odbędzie się tegoroczne Starcie Magów.
Cała skąpana w nerwach maszerowałam przez zatłoczone uliczki miasteczka.
Mijałam mieszkańców, zwykłych podróżnych, a także magów, którzy nie przyjechali
tu w celach turystycznych. Każdy reprezentant swojej gildii wiedział, czego
chce. Upragnione miejsce na podium mogło należeć do jednego, do najlepszych. A
teraz moim pragnieniem było to, aby uczynić Fairy Tail zwycięzcą.
Wciąż pamiętam słowa Mistrza wypowiedziane
parę godzin temu. Powierzył mi to ciężkie brzemię, jakim jest uczestnictwo w
tym turnieju. Zostałam wytypowana do czwórki reprezentantów razem z Erzą,
Gray'em no i oczywiście Natsu. Na moich barkach spoczywało dobre imię gildii, a
także jej honor i szacunek. Czułam, że muszę sprostać powierzonemu mi zadaniu.
Niektórzy mogliby stwierdzić, że zbytnio dramatyzuje i przesadzam. Ale dla mnie
samo uczestnictwo w nadchodzącym starciu jest niezwykłym wyróżnieniem. Spośród
setki członków gildii, to ja załapałam się do szczęśliwców, co uczyniło mnie
ważną i usatysfakcjonowaną.
Zostawcie to mnie! Chciałabym móc to wypowiedzieć z szerokim uśmiechem na
twarzy. Ale nie potrafię. Nie umiem. Ogarnięta niepokojącym przeczuciem
próbowałam je w sobie ujarzmić. Usilnie starałam się odrzucić obawy i
pesymistyczne myślenie, ale moje ciało drżało. Czułam ciepło na całym ciele;
było mi gorąco. Mimo to dygotanie nie ustało. Dumałam chwilę nad przyczyną
tego. Nasuwało mi się jedno stwierdzenie. Mogło to wywoływać uczucie, którego
nigdy dotąd nie doświadczyłam. Strach. Myśl o przegranej przerażała mnie do
tego stopnia, że nie umiałam zaczerpnąć świeżego powietrza. Postanowiłam
odpocząć, choć na chwilę.
Usiadłam pod wielką Sakurą. Drzewo wiśni
akurat zakwitało o tej porze roku. Napawałam się słodkim, orzeźwiającym
zapachem pączków, a także kwiatów. Płatki miały odcień delikatnego różu, a
gdzie nie gdzie podchodziły pod biel. Ładnie komponowany się ze sobą, tworząc
całość. Objęłam się ramionami, a wiatr wprawiał moje włosy w dziki taniec.
Kosmyki zmagały się z silnym podmuchem. Wiało intensywnie.
Zaczęłam płakać. Zezwoliłam łzom na
spływanie po moim policzkach. Nie walczyłam z wilgocią, ale ze szlochem, które
usilnie starało się wydobyć z moich ust.
Nadal emocje nie są pod moją kontrolą.
Wypływają na wierzch, kiedy chcą, nie przejmując się moimi daremnymi próbami
powstrzymania ich. Chciałabym się nauczyć je hamować albo chociaż
ukrywać.Wówczas nie musiałabym się przejmować tym, że ktoś zobaczy moją
słabość. Z natury byłam wrażliwa, chyba odziedziczyłam to po mamie. Moje
łagodne usposobienie i osobowość stanowiły bardziej wadę niż zaletę. A ja
pragnęłam to zmienić.
Przede mną rozpościerała się jedna z
uliczek. Wzdłuż niej rosły kwiaty różnej wielkości i barwy. Ona sama zaś była
pokryta straganami i stoiskami. Dookoła tego gromadził się tłum ludzi. Teraz,
kiedy to miejsce jest tak oblegane, kupcy mogli się nieźle wzbogacić. Widziałam
wesołe twarze dzieci, które trzymały za dłonie swoich rodziców. Wspólnie
cieszyli się i zajadali lodami Nie zwracali uwagi na nic i cieszyli się
sielankowym życiem. Nie musieli przejmować się żadnymi zmartwieniami. Gdybym
miała kiedyś możliwość oderwać się od rzeczywistości i stać się zwykłym
człowiekiem, zrobiłabym to. Czasami rozmyślałam nad życiem takich osób i
chętnie skosztowałabym tego.
Chciałabym wrócić do szczęśliwych dni przy
boku mamy i taty. Chciałabym na nowo ujrzeć radosnych rodziców. Chciałabym
ponownie usłyszeć karcący głos rodzicielki. Chciałabym znaleźć się w
przeszłości. Tak wiele pragnę, a tak mało jestem w stanie osiągnąć. Realizm
życia zawsze okrutny i ciężki zaakceptowania. Ale to w takiej teraźniejszości
przyszło nam żyć. W czasach, gdy marzenia nie ziszczą się. Nasze pragnienia
staną się tylko mrzonkami.
Czy uda mi się wygrać?
Wciąż pytałam sama siebie. Nie mniej
jednak pragnęłam, by odpowiedź na to brzmiała : TAK. Nie robiłam tego dla
siebie. Mnie zwycięstwa i sława nie obchodzą. Walczyłam dla gildii, dla tych,
którzy stali się moją rodziną. Wiele zawdzięczam Fairy Tail. Przygarnęli mnie
do siebie i choć nie znali, zaakceptowali jako jedną z nich. Obdarzyli ciepłem
rodzinnym, otoczyli samymi pozytywnymi uczuciami. Znalazłam dom i przyjaciół.
Przy nich poczułam się sobą. Zrozumiałam, że w końcu żyję. Dzięki dniom
spędzonym w gildii mogłam spokojnie stwierdzić, że byłam tam. A nowy rozdział w
życiu i historia tworzyła się na moich oczach. Wprowadzili tyle dobrych zmian u
mnie, a ja jeszcze nigdy nie odwdzięczyłam się za tą dobroć. Czułam, że teraz
najwyższy czas, by przez czyn powiedzieć im - DZIĘKUJĘ.
Zaczęłam taksować okolicę spojrzeniem.
Przesuwałam oczami po ludziach, tak jakbym kogoś szukała. Spokój zaczął owijać
się wokół mojego żołądka, a ja słyszałam w uszach głośne bicie serca. I wówczas
go ujrzałam. Niewyraźną sylwetkę chłopaka, który wyłonił się z drugiego końca
uliczki. Mój oddech wrócił do normy, więc spożytkowałam go na to, by zaczerpnąć
świeżego powietrza.
Wśród krzyków ludzi i całego tego harmidru
usłyszałam jego wołanie.
-Lucy!
To ja. To moje imię. Na twarz wpełzł
półuśmiech kojący wcześniejsze obawy i zwątpienia. Z niewiadomych powodów
ucieszyłam się na jego widok i to teraz łzy szczęścia utrudniały mi widoczność.
Zapragnęłam go zawołać, ale wtedy posłuchałam głosu serca. Poderwałam się w
miejsca, biegnąc w jego kierunku. On zrobił to samo. Przeciskałam się przez
ulicznych gapiów, nie przejmowałam się tym, że na kogoś wpadam. Liczył się
tylko on. Zbliżał się do mnie, a z każdą sekundą coś w moim wnętrzu uspokajało
się. Niewątpliwie była to reakcja organizmu. Wszystko nagle zaczęło ulegać
poprawie; emocje opanowały się. Uniosłam już rękę, aby wytrzeć łzy, ale wtedy
on niespodziewanie dobiegł do mnie i objął mnie w mocnym uścisku.
-Gdzieś ty się podziewała? Wszyscy cię
szukali. - wychlipał ze złością.- Ty płaczesz? Nieważne. Nie ma na to czasu,
starcie właśnie się rozpoczęło.- mówił szybko ledwo dla mnie zrozumiale.
Nie miałam odwagi unieść wzroku i spojrzeć
na jego twarz. Chciałam ujrzeć jego oblicze, ale bałam się. Zamiast tego,
wtuliłam się w jego tors. Poczułam znany zapach i ciepło. Opanowałam się.
-No bo ja zamyśliłam się i w końcu was
zgubiłam i tak tu siedzę i myślę i ... - wyszeptałam.- Jak to się zaczęło?-
dodałam, niekoniecznie pod kontrolą mózgu.
Chłopak odsunął mnie od siebie, a ja
przeklinałam siarczyście na ciesz zbierającą się w kącikach oczu. Przelotnie
zerknęłam na jego twarz, a widząc uśmiech, ucieszyłam się.
-Oj, nie marudź! - powiedział rozbawiony.-
Ja jakoś jestem głodny i nie narzekam.- oburzył się, nadymając policzki.
-A-ale ...- urwałam, nie wiedząc, co chcę
powiedzieć.
-Potem pogadamy. A teraz chodź. -
zarządził.
Złapał mój lewy nadgarstek i pociągnął
lekko. Potulna jak baranek szłam za nim.
-Dobrze, narwańcu.- rzekłam rozbawiona.
Różowo-włosy biegł przed siebie, ciągnąc
mnie za sobą. Omijaliśmy zdziwionych mieszkańców i zwykłych podróżnych. Tępy
ból stopniowo atakował moje ciało. Jego epicentrum znajdowało się w nogach.
Naprawdę poruszały się z niesamowitą prędkością, a kiedy spojrzałam w dół, aż
byłam pod wrażeniem tkwiącej w nich siły. Chyba nigdy nie byłam tak zmęczona i
zasapana. Oddychałam coraz szybciej i ciężej, a kropelki potu zbierały się na
moich skroniach. Pędziłam jak w amoku. Czułam się jak w transie. Choć ciało
odmawiało mi posłuszeństwa, to biegłam dalej. Nie mogłam zawieść przyjaciół.
Spojrzałam w bok, gdzie chłopak posłał mi uśmiech, który od razu dodał mi sił.
Zacisnęłam dłonie w pięści i ruszyłam jeszcze szybciej przed siebie, będąc
napędzana determinacją.
~*~
-Zdążyliśmy.- westchnąwszy, oparłam się o
pobliską ścianę.
Uradowana zaczerpnęłam sporej dawki
świeżego powietrza. Czułam, że płuca, które do tej pory pracowały z większą
wydajnością, tak jak ja odpoczywają. Oddech stał się miarowy i spokojniejszy
niż przed momentem. Stałam w miejscu i cieszyłam się chwilą wytchnienia. Jestem
naprawdę beznadziejna. Wystarczył miesiąc, aby moja kondycja sięgnęła dna.
Przebiegłam mały odcinek, a miałam wrażenie, jakbym uczestniczyła w maratonie.
Muszę wziąć się ostro za siebie i rozpocząć trening. Ale to dopiero, jak
wrócimy do domu.
Dom ... jak to cudownie brzmi. Nie mniej
jednak nie miałam na myśli typowego znaczenia domu. Nie chodziło mi o budynek,
czy też te przysłowiowe cztery ściany. Magowie siedzący w siedzibie gildii,
pijący, bawiący się, kłócący, bijący ... to moja interpretacja domu.
-Jesteś beznadziejna.- burknął chłopak,
wybuchając śmiechem.
Przypomniał mi o swojej obecności, przez
co od razu powróciłam do rzeczywistości. Miałam ochotę strzelić mu ciętą
ripostę, ale powstrzymałam się. Przecież on miał rację, a nie mogłam zabronić
mu mówienia prawdy.
-Głupek!- skomentowałam.- A tak właściwie
to gdzie jesteśmy? - dodałam.
Rozglądnęłam się po pomieszczeniu, lecz
jedyne, co dojrzałam do zarysy sylwetki chłopaka. Ciemność, ciemność wszędzie
ciemność! Nic nie mogłam zobaczyć przez ten mrok. Ale dlaczego wcześniej tego
nie zauważyłam? Czyżbym naprawdę aż tak bujała w obłokach, że nie zwróciłam
uwagi na teraźniejszość? Klepnęłam się dłońmi parę razy po policzkach.
-W arenie.- powiedział krótko.
Zmarszczyłam niebezpiecznie brwi, gdyż nie
uzyskałam satysfakcjonującej odpowiedzi.
-Jak to ...w arenie? - zapytawszy,
zagryzłam dolną wargę.
-No normalnie.- nie krył zdziwienia w
głosie.
Zaśmiałam się cicho. Prowadząc tak
rozmowę, prędzej wpadnę w szał niż dowiem się czegoś konkretnego.
-Co cię tak bawi?
-Wszystko.- podsumowałam, nie
powstrzymując chichotu.
-Znajdujemy się w jednym z korytarzy Domus
Flau, gdzie odbywa się starcie. Każda gildia wychodzi z innego wejścia. -
znikąd doleciał do moich uszu głos przyjaciółki.
Kiedy ona zdążyła tu przyjść ? A może była
tu od początku, tylko ja nie dostrzegłam jej obecności.
-Nie można było tak od razu? - zabrzmiało
to bardziej jak stwierdzenie niż zapytanie.
-Starczy tych pogaduszek, idziemy.-
pouczył mnie Gray.
Poczułam uścisk na nadgarstku, a potem
szarpnięcie w przód. Czyjaś dłoń była tak chłodna i orzeźwiająca ...
niewątpliwie nie mogła należeć do Salamandra. On miał taką ciepłą, taką ...
Stop! Przestań o nim myśleć. Skarciłam
sama siebie.
W tych ciemnościach nie mogłam dostrzec
nic, nawet twarzy magów, ale postanowiłam im zaufać i bez sprzeciwu kroczyłam
do przodu.
-I pora na ostatnią z gildii. Uważana
przez wszystkich za najsilniejszą w całym królestwie. A czy taka faktycznie
jest, o tym przekonamy się już za niedługo. O to Fairy Tail!- usłyszałam
nieznany głos.
Światło. Nikła jasność, niemalże
niewidoczny punkcik znajdował się przed nami, lecz z każdą sekundą powiększał
się. Serce zabiło mi mocniej. Znajdowaliśmy się coraz bliżej wejścia. Krzyki,
wiwaty i oklaski na naszą część dudniły mi w uszach. Nie sądziłam, że
zostaniemy tak ciepło przywitani przez widzów.
Bum, bum.
Jeden znaczący krok ku lepszej
przyszłości.
Znaleźliśmy się już na arenie, a spojrzenia
wszystkich przeniosły się na nas. Czułam przeszywający wzrok innych na sobie.
Świdrowali mnie od góry do dołu, wywołując u mnie skrępowanie. Ale nie mogłam
pokazać tego! Musiałam być silna i twarda. Choć raz!
Uniosłam głowę do góry i z pełną powagą
wpatrywałam się w twarze przeciwników. Każdy wydawał się silny na swój sposób.
Wszyscy byli dla mnie zupełnie obcy, przez co nie znałam ich magii ani
możliwości. Zacisnęłam mocniej pięści. Będzie dobrze.
Zawiał mocny wiatr bawiący się naszymi
włosami. Staliśmy dumnie wyprostowani. My... nasza wybrana czwórka.
Szczęśliwcy, którzy prezentują gildie. Osoby, które przyniosą jeszcze większą
chwałę i honor. Wiedziałam, że nie ma już odwrotu. Sama zadecydowałam o swoim
losie i nie zamierzam zawracać z obranej ścieżki. Chciałam stać się silna, a to
starcie mogło mi w tym pomóc. Był to zarazem mój obowiązek. Aby spełnić
obietnicę, musiałam walczyć. Wstać i walczyć do skutku, do utraty tchu. Aż cała
dwunastka kluczy znajdzie się w moim posiadaniu.
-Skoro wszyscy znajdujemy się już w
komplecie, mogę objaśnić zasady.- powiedział prowadzący.
Na środku areny znajdował się niski stwór.
Jego głowę tworzyła pomarańczowa dynia, na której znajdował się zielony
kapelusz. Ubrany w koszulę w biało- czerwone pionowe pasy, czarne spodnie i
granatowe kozaki. Dłonie przyozdabiały rękawiczki. Do tego wszystkiego miał
pelerynę pod kolor kapelusza. Wyglądał dosyć ... niecodziennie. Wszystkie
krzyki i hałasy ucichły i każdy z uwagą wsłuchiwał się w to, co ma do
powiedzenia.
-Na początek witam wszystkich na
tegorocznym Starciu Magów. Tym razem turniej różni się od tych z poprzednich
lat.- zaśmiał się.- Zamiast trzech etapów, będą dwa, podczas których wyłonimy
zwycięską gildię. Pierwszy etap to eliminacyjny, który może przejść jedynie
połowa z was.- odchrząknąwszy, kontynuował.- Sędziowie wybiorą pary magów,
które stoczą ze sobą pojedynek. Oczywiście tylko jeden z nich może być
zwycięzcą. Nie przewidujemy remisów. Walczycie dotąd, dopóki jedna ze stron nie
przegra lub po prostu nie podda się. W drugim etapie walczy gildia na gildię.
Oczywiście, jeśli któryś z członków odpadł w pierwszej rundzie, gildia
automatycznie zostaje zdyskwalifikowana. Czyli w drugim etapie może brać udział
ta gildia, której wszyscy członkowie wygrali w walkach. - zakończył swój
monolog.
Powoli analizowałam jego słowa, aby
przyswoić sobie zasady tu panujące. Jak dla mnie było w nich pełno luk i niedociągnięć.
Zasady ogólne, ale przynajmniej proste. Miałam właśnie jeden cel- zwyciężyć za
wszelką ceną. Bo jeśli nawet tylko ja przegram, to za sobą pociągnę wszystkich.
Do tego nie mogłam dopuścić.
-Oddaję głos sędziom, kaboom. -
oznajmił.
Moje spojrzenie jak i innych uczestników
przeniosło się na arenę, a konkretniej mówiąc na samą górę, gdzie zasiadały
trzy osoby. Z takich miejsc mogli widzieć wszystko i wszystkich
dokładnie.
-Dziękuję. Jest to dla mnie ogromny
zaszczyt być sędzią na tegorocznym starciu. Nazywam się Yajima, niegdyś
należałem do Rady Magów.- uśmiechnął się lekko.- Po mojej lewej stronie zasiada
Jenny z Blue Pegasus.- wskazał na blondynkę o niebieskich oczach. Wydawała mi
się znajoma.- Zaś po mojej prawej gościnnie Jason, reporter
"Czarodzieja".- powiedział.
-Cool! Zaczynajmy pierwszą walkę! -
zaproponował wesoło redaktor gazety.
Mężczyzna ten ma żółte włosy ułożone w
dosyć dziwaczny sposób. Tworzą coś w rodzaju wielkiego szpica. Zaś jego oczy
wydają się być drugim niebem, ich barwa to czysty błękit. Na szyi przewiesił
aparat. Zauważyłam, że strasznie ekscytuje się tym, co się dzieję.
Dziwny.
- A zatem przejdźmy do ogłoszenia
pierwszej pary.- odezwał się kobiecy głos.
Serce zabiło mi mocniej.
-W pierwszym pojedynku walczy Angel z Blue
Pegasus.- zaczął staruszek.
-Przeciwko Lucy Heartfillii z Fairy Tail!
- dokończył półkrzykiem reporter.
Tłum zaczął wiwatować i oklaskiwać.
Wszyscy z uwielbieniem krzyczeli na zmianę imiona wytypowanych magów. Brawa nie
ustawały. Każdy przypatrywał się zawodnikom, zapewne będąc ciekawy , kim
są owe kobiety. Entuzjazm udzielał się wszystkim z wyjątkiem mnie. Stałam. Stałam
w miejscu i czekałam.
To jakiś żart, prawda? Pocieszałam się.
Zacisnęłam mocno pięści i spuściłam głowę w dół. Czekałam bez powodu. Czekałam
na zbawienie! To nie mogło dziać się naprawdę. Nie mogłam brać udziału w walce.
Nie teraz. Nie byłam na to przygotowana emocjonalnie. Chciałam uciec. Skryć się
gdzieś w zakamarku i zapanować nad obawą i wszelkimi niepewnościami.
-Dasz radę, w końcu jesteś Lucy. -
poczułam ciepłą dłoń na ramieniu.
Spojrzałam w bok i ujrzałam uśmiechniętego
chłopaka. Obok niego stał niewzruszony Gray i spokojna Erza. To moi
przyjaciele. Oni we mnie wierzą, a ja nie mogę iść zawieść. Nie po tym, ile dla
mnie zrobili. Nie po tym, jak uratowali mnie od samotności. Nie po tym, jak
zmienili moje życie.
-Idź i pokaż im na co cię stać. -
pocieszył mnie mag lodu.
-Wygrasz to, jestem pewna.- zapewniła mnie
dziewczyna.
Ujarzmiłam w sobie beksę i ciamajdę Lucy.
Schowałam to swoje "ja" gdzieś głęboko w sobie. Twarz przybrała
pewności siebie. Na pewno nie przegram! Nie zawiodę najbliższych.
-Dziękuję.- wypowiedziałam.
Zaczęłam kierować się do przodu ku
środkowi areny.
-Zawodniczki podejdźcie bliżej, a resztę
proszę o udanie się na widownię.- rzekł prowadzący.
Stanęłam na środku, lustrując
przeciwniczkę. Długie białe włosy, czarne oczy i ten szyderczy uśmiech ... tak
po krótce prezentowała się kobieta, z którą przyszło mi walczyć. Wydawała się
być pewna siebie i mocno stąpająca po ziemi. Nie mniej jednak wiem, jak pozory
mylą, więc nie kierowałam się pierwszym wrażeniem.
-Macie jakieś pytania?- zapytał
komentator.
Chwilę dumałam nad tym, lecz stwierdziłam,
że wszystko jest jasne.
-Żadnych.- odparłam beznamiętnie.
Przeciwniczka posłała mi kpiące
spojrzenie, by po chwili wybuchnąć śmiechem. Zirytowała mnie jej postawa, ale
postanowiłam sobie, że nie dam się wytrącić z równowagi.
-Muszę pozostawić ją w jednym kawałku?-
jej pytanie było bardziej retoryczne.
Czułam w jej głosie nienawiść względem
mojej osoby, po mimo że mnie nie znała. Wydawało mi się, że skreśliła mnie już
na starcie. A zresztą mam to gdzieś.
-Eto, walczycie do momentu, kiedy jedna z
was opadnie z sił lub się podda. - wyjaśnił.- A teraz czego życzycie sobie od
przegranej.
Uśmiechnęłam się niewinnie, wprowadzając
rywalkę w osłupienie.
-Ty. - zwróciłam się do niej.- Jesteś
magiem gwiezdnych duchów? - bardziej stwierdziłam niż zapytałam.
Emanował od niej dziwny zapach. Tak,
jakbym gdzieś to wcześniej poczuła. Wydawał się taki znajomy. Rozum podpowiadał
mi, że posługujemy się tą samą magią. Postanowiłam mu zaufać.
-Tak, a bo co ? - burknęła.
Uniosłam brwi w śmieszny sposób.
-Twoje klucze będą moje.- powiedziałam
pewnie.
-Lepiej przygotuj się na striptiz, moja
droga.- wtrąciła, wystawiając mi język.
Rumieniec sam wstąpił na moją twarz. Byłam
zła! Co ta przeklęta baba wymyśliła. Chciała mnie publicznie upokorzyć, czy co.
To dodatkowo zmotywowało mnie do tego, abym dała z siebie więcej niż sto
procent. Jeśli chciałam odwdzięczyć się gildii, a jednocześnie uniknąć wstydu,
musiałam to wygrać.
-Zaczynajmy pierwszą walkę.- krzyknął
prowadzący, odskakując do tyłu.
Mierzyłyśmy się spojrzeniami. Zarówno mój
jak i jej wzrok gdyby mógł zabić, już dawno by to zrobił. Nie ukrywałyśmy zniechęcenia
co do drugiej osoby. Nie było takiej potrzeby.
Dajesz, Lucy! Pocieszałam się w
myślach. Byłam zła, nie, to za słabe określenie tego, co w tym momencie mną
targało. Czułam gniew, niekończącą się złość co do niej. Chciałam rozszarpać ją
na kawałki i odebrać klucze. Zdawałam sobie jednak sprawę z tego, że nie musi
być to tak do końca proste. Nie wyglądała na słabą, ba, wyglądała na prawdziwą
profesjonalistkę. Przez moment poczułam się gorsza od niej. Ale nie, nie mogę
tak myśleć. Odrzuciłam więc czarne scenariusze na bok i skupiłam się na walce,
a raczej na jej rozpoczęciu.
-Otwórz się bramo Animals: Mini.- klucz
zaświecił srebrną poświatą.
Przede mną pojawiła się niebieska mysz z
wielką kokardą na głowie. Zamachała wesoło ogonem tak jak na rasową królową
przystało i poruszyła zabawnie uszami.
-Ty chyba sobie ze mnie żartujesz.- zaczęła
śmiać się Angel.- Takim słabym duchem zaczynać.- trafiła na czuły punkt Mini.-
A może nie masz w swoim posiadaniu żadnego zodiakalnego klucza?- drwiła dalej.
Kiedy ona nabijała się z mojej
przyjaciółki, ona nie wytrzymała tego i rzuciła się do ataku.
-Mini, spokojnie.- pouczyłam ją.
Mysz wydłużyła swój biały ogon na taką
długość, że zdołała dosięgnąć dziewczynę i oplotła go wokół jej ciała.
Zdezorientowana przeciwniczka rozglądnęła się na boki, nie wiedząc, co krępuje
jej ruchy. W sumie nie dziwię jej się. Przecież Mini od ostatniego czasu
polepszyła się i to znacznie. Sprawiła, że ogon stał się niewidzialny, co
stanowiło idealny element zaskoczenia. W rzeczywistości więc kobieta była
otoczona czymś, czego nie mogła dojrzeć na oczy. Mag zaczął wiercić się i
wierzgać.
-C-co ty mi zrobiłaś? - mówiła
zdesperowana.
Duch tylko zapiszczał wesoło.
-Ja? Nic. Przecież jestem taka słaba.-
zaśmiała się.
Mini jeszcze mocniej zacisnęła ogon wokół
ciała białowłosej, przez co ona wydała cichy syk bólu.
-Pora to zakończyć. - mruknęłam.- Otwórz
się bramo Skorpiona: Scorpio. - wyciągnęłam złoty klucz.
Przede mną pojawił się duch, którego mam
okazję przywołać pierwszy raz. Spojrzałam na dosyć wysokiego ciemnoskórego
mężczyznę. Jego krótkie włosy z jednej strony białe, a z drugiej czerwone były
przedzielone na pół. Posiada duży ogon, który przypomina taki jak u
prawdziwego skorpiona. Na sobie miał jedynie coś na kształt kołnierza i
czerwony materiał przewiązany w biodrach pasem.
-Jesteśmy.- wygiął dłonie w śmieszny
sposób.
Spojrzał to na mnie to na przeciwniczkę,
nie za bardzo wiedząc o co chodzi.
-Wiem, że przywołuję cię pierwszy raz, ale
czy mógłbyś ją zaatakować? - poprosiłam, palcem wskazując na Angel.
-Nadchodzę. - krzyknął.- Piaskowe działo.
Wytworzył coś na kształt wiru z piasku,
które z zawrotną prędkością mknęło w kierunku Angel. Jego magia sprawiła, że na
chwilę pogorszyła mi się widoczność. Przymrużyłam oczy, czekając aż piasek
opadnie.
-Mini, uciekaj!- wydarłam się, nie chcąc
by przyjaciółka oberwała.
Byłam w środku walki, a mimo to nadal
przejmowałam się innymi. To nigdy się nie zmieni.
-Zobaczymy się później.- krzyknęła na
odchodnym.
Mini zniknęła, a chwilę potem i Scorpio.
Na polu bitwy zostałam sama z nadzieją, że to koniec walki. Byłam zmęczona,
nawet bardzo. Przecież nie używałam magii od miesiąca, więc się nie dziwię.
Opadłam na jedno kolano, ciężko dysząc.
-Otwórz się bramo Barana, Aries.-
usłyszałam jej krzyk.
-Przepraszam.- ktoś inny odpowiedział.-
Wełniany mur.- powiedział.
To musiał być duch, co więcej jeden z
zodiakalnych kluczy. Wyśmienicie, to ułatwi mi zadanie. Chociaż nie powinnam
się tym teraz przejmować, gdyż moja sytuacja nie wyglądała za ciekawie. Moja
magia była już na wyczerpaniu, gdzie białowłosa była w pełni sił. Musiałam coś
wymyślić, gdyż teraz każdy zły ruch może mnie kosztować wygraną. Przygryzłam
dolną wargę, nie wiedząc kogo przywołać.
Może wodnika ... Nie,
nie mogę. Nigdzie w pobliżu nie było wody, a Mini jest zbytnio wyczerpana,
by ponownie ją wybrać.
Lucy, myśl.
Piasek zaczął opadać, a jego miejsce
zastąpiła różowa wełna. Ujrzałam wtedy stojącą Angel w pełni sił i obok niej
ducha. Zaczęła do mnie podchodzić, a ja nie wiedząc co robić, wyciągnęłam
bicz i drżącą dłonią wycelowałam w nią. Ona jednak stała niewzruszona. Zamiast
niej, trafiłam w różowo-włosą dziewczynę. Duch bez namysłu zasłonił jej
właścicielkę, przyjmując na siebie cios.
-Dlaczego? -szepnęłam, zanim całkowicie
znikła.
-B-bo by mi się oberwało jeszcze bardziej.
Przepraszam.- słyszałam w jej głosie smutek.
Zacisnęłam mocniej dłonie i wstałam.
Chwiejnie i ledwo utrzymywałam się na nogach. Chyba sama siła woli sprawiła, że
stałam.
-Ona bez namysłu zasłoniła cię niczym
tarcza. Coś ty jej zrobiła? - nie kryłam irytacji.
Ona jedynie perfidnie się zaśmiała i
podeszła do mnie. Pociągnęła za bicz, który bez problemu wypadł z moich dłoni.
Nie miałam siły na nic, więc nic dziwnego, że z taką łatwością pozbawiła mnie
jedynej broni. Zgięła nogę w kolanie i wymierzyła cios w klatkę piersiową. Ja
pod wpływem ataku upadłam na ziemię i przeturlałam się kilka metrów dalej.
Wymknął mi się krzyk przestrachu.
-Nic. Przecież duchy nic nie czują, więc
co za różnica czy oberwała, czy nie.
-Ty...- zazgrzytałam zębami, próbując się
podnieść, lecz z marnym skutkiem. Każda kolejny raz kończył się fiaskiem. Nogi
skrzeczały donośnym alarmem, przypominając mi o wcześniejszym "
maratonie" i bólu, jednocześnie uniemożliwiały mi dalsze ruchy.-
Pożałujesz, że kiedykolwiek trzymałaś klucze w dłoniach. Duchy nie czują bólu,
ale mają też uczucia! A my, jako magowie powinniśmy ich słuchać.
Dziewczyna powoli i z gracją podchodziła
do mnie.
-Co ty tam pleciesz, dziewczynko? Śmiesz
mi wygrażać, będąc w takim stanie? To ty pożałujesz, że stanęłaś ze mną do
walki.
Plunęłam piaskiem, który dostał się do
moich ust.
-Nienawidzę cię...
-Och, jak mi przykro.- stała nade mną i
patrzyła z wyższością.- Wiesz, chyba byłam zbyt łaskawa dla ciebie. Sprawię, że
na oczach najbliższych zbłaźnisz się. Wiesz co, współczuję twojej gildii. Mają
takiego słabeusza i jeszcze wystawili ciebie do walki.
Zacisnęłam mocno dłonie tak, że
pozostawiłam ślady na ziemi. Z trudem wsłuchiwałam się w jej słowa. Raniły mnie
bardziej niż zadawane ciosy. Wiedziałam, że mówiła prawdę, ale ja usilnie
starałam się temu zaprzeczać. Wierzyłam w coś nierealnego. Łudziłam się, że
mogę zwyciężyć, choć raz dla gildii. W głowie mi się kręciło, a ból o sobie
przypominał. Ale najbardziej zdziwiło mnie to, że wypowiedziała to z takim
przekonaniem, jakby była pewna, że to, co mówi i chce robić jest słuszne.
Z bezsilności chlipnęłam, ukrywając twarz
w piasku. Na samą myśl o zawiedzeniu wszystkich członków gildii zachciało mi
się płakać. W myślach prosiłam ich o przebaczenie, choć nie mogłam tego sobie
życzyć.
-Dl-dlaczego tak traktujesz duchy?
Prychnęła.
-Zamknij się. A teraz pozwól, że skończę
tę bezsensowną walkę.- syknęłam z bólu, kiedy chwyciła mnie za włosy i
pociągnęła do góry. Mięśnie krzyczały jak i każda komórka, a ja i tak musiałam
się podnieść. Kiedy to zrobiłam, Angel grzmotnęła mnie pięścią w klatkę
piersiową. Zatoczyłam się do tyłu i zgięłam w pół. Gdy już myślałam, że
spokojnie legnę na ziemie, ona nie zrezygnowała z uścisku. Jeszcze bardziej
zacisnęła dłonie na moich włosach, tym samym doprowadzała mnie do
szaleństwa.
-Ach! - krzyczałam wniebogłosy.
Nie mogłam powstrzymać łez, nie byłam na
tyle silna. Białowłosa powtórzyła ten proces z uderzaniem mnie parę razy. Z
każdym atakiem kałuża krwi powiększała się. Musiałam wyglądać tak bardzo
żałośnie, że aż wybuchła śmiechem.
-I co, nie jesteś już taka pyskata,
co ?
-Zamknij się!- warknęłam zła.- Nie pozwolę
ci więcej traktować tak więcej duchów, rozumiesz?!- krzyknęłam.
Bum, bum.
Serce zwolniło łomotanie. Przez chaos w
głowie pomyślałam, że muszę wygrać. Pragnęłam tego po mimo bólu, a równocześnie
chciałam, by to się już skończyło. Wbiłam zęby w dolną wargę.
Muszę coś zrobić...
Muszę coś zrobić...
To były sekundy, a może nawet impuls.
Zmusiłam swoje ciało do przezwyciężenia bólu. Skierowałam rękę do tyłu i
wyciągnęłam złoty klucz. Ten sam, który znalazł Natsu w mojej posiadłości. Nie
miałam jeszcze okazji, by przekonać się, kim jest duch z tego klucza.
Próbowałam zaufać swojemu szczęściu.
-Otwórz się bramo ...- zastanowiłam się co
powiedzieć.- Proszę cię duchu, przekrocz próg naszego świata i pomóż mi. Jam
jest osobą, która dzierży zodiakalne ...- klucz zaświecił złotą poświatą.
Wykorzystałam zdezorientowanie Angel i
wyszarpałam się z jej uścisku. Pojedyncze kosmyki włosów wyrwane podczas mojej
szarpaniny swobodnie sunęły wraz z wiatrem. Siła odepchnęła mnie do tyłu, a
przede mną pojawiła się dziewczyna. Miała czarne włosy związane w dwa wysokie
koki. Jej twarz do połowy była zakryta chustą. Jej strój składa się z żabotu i
materiału przepasanego w talii. W dłoni trzymała dwie wagi.
-Witaj. Nazywam się Libra. Jestem kluczem
wagi.- przedstawiła się.
Uśmiechnęłam się delikatnie, po mimo bólu.
-Dziękuję ci, naprawdę.
Przeciwniczka stała przede mną z
nieciekawym wyrazem twarzy.
-Otwórz się bramo Bliźniąt: Gemini. -
przed nią pojawiły się dwa duchy, a raczej stwory w kolorze niebieskim.-
Zamieńcie się w tą blondynę i odeślijcie jej ducha.- poleciła.
Duchy zrobiły to, o co poprosiła je ich
właścicielka. Przede mną stała druga ja. Idealnie skopiowały mój wygląd.
Wszystko było identyczne.
-J-jak to możliwe?- pisnęłam zła.
-Widzisz, Gemini kopiują nie tylko wygląd
przeciwnika, ale także jego umiejętności.- wyjaśniła.
Druga ja stała przede mną i trzymała się w
miejscu, gdzie jest serce. Po chwili na jej twarzy pojawił się uśmiech.
-Na co jeszcze czekacie?- wkurzyła się
długowłosa.
-Jej piękny głos... Rozbrzmiewa... Nie
mogę tego zrobić. Lucy... kocha ich z całego serca. Ona kocha nas, Gwiezdne
Duchy!- powiedziały, po czym zniknęły.
Ich przemowa dotarła również i do mnie. To
prawda, wszystko to, co powiedzieli. Ja ... kocham moje duchy i dlatego muszę
ją pokonać, by uwolnić je od cierpienia.
-Libra, proszę. Możesz ją jakoś
zaatakować? - poprosiłam.
-Przyjęłam. Zmienię jej ciężar przez co stanie
się łatwym celem.- tak jak powiedziała, tak i zrobiła.
Dziewczyna poleciała na pobliską ścianę
areny, robiąc w niej dziurę. Była przygnieciona do niej nieznaną siłą i nie
mogła się ruszyć.
-Ty...
-Czas na rewanż.- uśmiechnęłam się.
-Dziękuję Libra.- powiedziałam do
znikającego ducha.
Zaczęłam dyszeć. No tak, wyczerpałam
już całą magię. Jedyne co mi pozostało, to pokonać ją. Chwiejnym krokiem
zaczęłam podchodzić do niej. Tak niewiele brakowało mi do zwycięstwa. Byłam już
tak blisko!
-Caelum, uruchom działo.
Przed nią pojawiło się coś na kształt
latającej kuli, które przemieniło się w niebezpieczną dłoń. Bijąca od
długowłosej chęć mordu i nienawiść wywołała u mnie niepohamowany
strach.Zacisnęłam oczy, czekając aż to wszystko się skończy. W jednej chwili
poddałam się, gdyż zdawałam sobie sprawę z przewagi przeciwniczki.
-Walcz!- przez krzyki tłumu przebił się
ten jeden znaczący głos.
No tak. On, Gray, Erza jak i cała gildia
liczą na mnie. Nie mogę ich zawieść. Nie teraz, nie po tym co przeszłam. Momentalnie
zrobiło mi się ciepło na sercu.
Dziękuję, Natsu.
-To twój koniec.- mruknęła Angel.
W okamgnieniu ruszyłam w jej stronę, nie
przejmując się, że działo w każdej chwili może wybuchnąć. Ból szarpnął całym
moim ciałem, ale nie przejęłam się tym. Nie poddam się, nie zrezygnuję z
obranego celu. Spełnię obietnicę powierzoną Ise!
-Magia Gwiazd : Agonia!- krzyknęłam.
Słońce i światło zasłonił mrok. Niebo
pokryło się ciemnymi chmurami, które co jakiś czas przecinał grzmot. Na
widnokręgu zaczęły pojawiać się czarne gwiazdy różnej wielkości. Wszystkie były
połączone czerwoną wstążką. Razem tworzyły coś na kształt kwiatka. Ciała
niebieskie zaświeciły światłem, a ich blask został wycelowany w dziewczynę. Jej
gwiezdny duch momentalnie zniknął.
Gdzieś w oddali słyszałam szloch, potem
krzyk i jęk. Dołączyłam się do tego własnym głosem.
Niebo wróciło do normy, jak i cała reszta.
Czar nadal nie był kompletny. Spojrzałam na przeciwniczkę, która leżała
nieprzytomna. Miała liczne rany na całym ciele. Sama ledwo stałam na nogach,
lecz siłą woli podtrzymywałam się. Gdybym teraz upadła, również przegrałabym.
Nie mogłam do tego dopuścić.
-Eto... Zwycięża Lucy Hearfillia.-
rozbrzmiał głos jednego z sędziów. - Fairy Tail wygrywa pierwszą walkę.
Słysząc to, odetchnęłam z ulgą. Zimne
krople drażniły moją skórę i utrudniały widoczność. Płakałam ze szczęścia. Ja
naprawdę zwyciężyłam. Nie ukrywałam mojej radości. Nagle przypomniałam sobie o
bólu.
Trzask i łomot.
Opadłam jak długa na ziemię. Zastanawiałam
się, czy mój ruch był aż tak mozolny i ślimaczy, czy może ból dojdzie po jakimś
czasie, bo moje otępienie powstrzymuje go. Nie mogłam się ruszyć.
To, co ujrzałam, chyba na zawsze
pozostanie w mojej pamięci.
Męska sylwetka ... i łzy skapujące z jego
oczów.
-Lucy!- to było ostatnie, co usłyszałam,
zanim zapadłam w sen.
~*~
Internet wrócił, a ja uwinęłam się szybciej z rozdziałem niż sądziłam. Chociaż przyprawiał mnie on o niemały ból głowy. Ciągłe poprawki i kasowania walki. Taką mi trudność sprawiła ta walka, że aż w końcu jestem z niej zadowolona, o dziwo. Włożyłam w ten rozdział tyle serca, jak nigdy. Wydaję mi się, że jest najdłuższy, spośród tego, co napisałam do tej pory. Błędy może i są, ale jakoś zbytnio nie rzuciły mi się w oczy. Mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu.
Co do samego rozdziału - chciałam od początku opisać całe to Starcie Magów. W poprzednim rozdziale był tak krótko opisany, że aż skasowałam to i napisałam od nowa. Ale jak widać nie zmieniłam nic. Nadal była walka Lucy vs Angel jak to miałam w planach. Cytat Gemini użyty w mandze był tak piękny, że aż go sobie zapożyczyłam.
Chcę dedykować ten rozdział Tobie, Yasha. Jesteś jedną z tych, które są ze mną od początku. Zawsze, bez wyjątku komentujesz, co mnie naprawdę motywuje do dalszego działania. Dziękuję Ci.
Dziękuję również wszystkim i mam cichą nadzieję, że to, co napisałam, spodoba wam się. Zważając na to, że walka jest moją słabą stroną.
Poprawki nad rozdziałami trwają. Do następnej. :)))))
P.S Nadrobię Wasze rozdziały jutro kochane, bo już dzisiaj padam. :C Przepraszam, że w ostatnim czasie nic nie skomentowałam, ale nie miałam jak.
EDIT : Jak się komuś nudzi, niech sobie to przesłucha. Mam po tym uśmiech od ucha do ucha! :))
click <---
P.S Nadrobię Wasze rozdziały jutro kochane, bo już dzisiaj padam. :C Przepraszam, że w ostatnim czasie nic nie skomentowałam, ale nie miałam jak.
EDIT : Jak się komuś nudzi, niech sobie to przesłucha. Mam po tym uśmiech od ucha do ucha! :))
click <---
Pierwsza!
OdpowiedzUsuńW końcu obiecałam że będę pierwsza :) I udało mi się, kochana rozdział zarąbisty i naprawdę pięknie opisujesz wszystko w okół, walki, przyrodę, a przede wszystkim uczucia. Walka była wspaniała, determinacja Lucy aby wygrać dal tych którzy podarowali jej tak wiele za nic. Kiedy zobaczyła Natsu, to było naprawdę słodkie, gdy mimo wszystko co on teraz czuje co się dzieje w jego życiu potrafi się uśmiechnąć jak gdyby nigdy nic. Pogubiłam się trochę jeśli chodzi o posiadanie kluczy przez magów, ale co tam rozdział jest SUGOI *_* Nie ma żadnych błędów i widać, że włożyłaś w ten rozdział całe serce, chociaż mam wrażenie że w każdy wkładasz mnóstwo uczucia. Cieszę się że jesteś zadowolona ze swojego arcydzieła i że internet wrócił. Kurczę, muszę napisać taki długi komentarz jakie ty mi piszesz...a no tak masz rację, cytat Gemini był naprawdę cudowny. W niektórych momentach miałam ochotę zabić Angel, ale proszę Lucy wygrała. Co jej dodało siły? Przyjaciele, gildia, ukochany różowowłosy ... NATSU! Tylko żeby nic poważnego jej nie było: " To, co ujrzałam, chyba na zawsze pozostanie w mojej pamięci.
UsuńMęska sylwetka ... i łzy skapujące z jego oczów.
-Lucy!- to było ostatnie, co usłyszałam, zanim zapadłam w sen."
Piękne słowa, Salamander popłakał się, takie są jego uczucia do niej, a Lucy w niego nie wierzy i chcąc nie chcąc go rani. Mam nadzieję, że chwilę odpocznie i będzie się dobrze czuć, ciekawe kogo będzie kolejna walka...ja ci powiem tyle że nie mogę się doczekać kiedy będzie mój ukochany Natsu walczył i z kim. Mnóstwo emocji przelałaś w ten rozdział i naprawdę jesteś...SUPER! Podczas walki serducho mi biło jak oszalałe! Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział i życzę ciepłych i udanych wakacji. A właśnie zapomniałabym - ten rozdział był tak wspaniały, że oddaję ci Natsu na caluuuutką noc. Weny i czekam na kolejny :3 Nigdy nie uda mi się napisać tak długiego komentarza jak ty mi piszesz choćby nie wiem co, no nie potrafię. GOMENASAI! A obiecałam ci że dodam ci naprawdę długi komentarz T_T I znów zawiodłam.
Kochanie. Dziękuję Ci za te ciepłe słówka. :** Krótki komentarz? Pff, długi, nawet bardzo, za który Ci szczerze dziękuję. Za co ty mnie przepraszasz! A co do Natsu ... odpowiednio go wykorzystam, hihi <3. A z kluczami to tak, Angel w moim opowiadaniu posiada : Aries, Gemini i Virgo ( której nie użyła w walce). Natomiast Lucy ma w swoim posiadaniu Scorpio, Capricorna, Aquarius i Librę.
UsuńBrawa dla Lucy!
OdpowiedzUsuńJestem z niej taka dumna, że wygrała.. z resztą nie tylko ja, bo i reszta Fairy Tail na pewno też ^^
I coś chyba tragicznie się dla niej to skończyło.. biedactwo.. mam nadzieję, że szybko z tego wyjdzie w końcu to teraz ona będzie musiała kibicować reszcie drużyny xD
Ahh już się nie mogę doczekać, kto będzie następnie walczył. Na pewno nas czymś zaskoczysz, czuje to po starych kościach ^^
Ale chwila moment, bo tak właśnie mi się rzuciło w oczy z tymi kluczami.. myślałam, że posiada większość, te co w anime.. ale i tak się mi podoba xD bo teraz będzie szukać pewnie następnych ^^
Czekam na kolejny rozdział niecierpliwie! ;*
Dużo dużo dużo dużo weeeeny~!
I miłych, pełnych wrażeń wakacji ^^ nie upij się ;P
Buźka! ;* <3
Jestem na kolonii i cudem złapałam Wi-Fi. Zaraz pewnie stracę zasięg więc powiem tylko, że rozdział jak zwykle super, jak jeszcze będę miała chwilę z Internetem to postaram się wyrazić cały mój zachwyt. Weny!
OdpowiedzUsuńWoW.... Lucy wygrała! :D Ale nie było tak łatwo i szczerze, cieszy mnie to :P Przepraszam, że dzis tak króciutko (obiecuje poprawe) ale mam od cholery blogów do nadrobienia i korzystam póki komputer działa. Ale wiedz, że napisałaś zajebisty rozdział!!!
OdpowiedzUsuń